czwartek, 17 maja 2012

‘Dzień dobry, my mieliśmy rezerwację’

Bed and Breakfast

Śródziemnomorskie śniadanie

Spotkalismy Supiego około dziesiątej, krzątającego się w Sali restauracyjnej. Postanowił zrobić nam śniadanie! Cały w skowronkach, odmawiając naszej pomocy wygonił nas na przedpołudniowy spacer. Wiedząc z doświadczenia, że Turków w żaden sposób nie jest się w stanie przegadać, skorzystaliśmy z jego rady i ruszyliśmy zwiedzać.
Pogoda może niezbyt tropikalna, ale nas satysfakcjonował każdy dodatni stopień!
Podczas spaceru Chris oczywiście zdiagnozował wszystkie błąkające się pieski, jakie napotkaliśmy, najbardziej jednak został oczarowany żywotną Bawełną (tr. Pamuk), krążącą wokół wejścia do Gold Hotelu. Jak się później okazało, należała ona do kuzyna Szupiego, a Chris zdiagnozował u niej bliźniaczą ciążę :-)

Gdy usiedliśmy przy stole czekało już na nas niesamowite śniadanie – świeży, mięciutki chleb, biały owczy ser, talerz wypełniony ogórkami, pomidorami i 3 rodzajami oliwek (wszystkie czarne znów pochłonął Chris). Co fascynowało nas najbardziej, to pokaźna porcja natki pietruszki skropionej sokiem z cytryny. Słowem świeżo, zdrowo, zielono, bezmięsnie! Po powrocie do Polski Chris będzie praktykować takie kulinarne rozwiązania w swoim środowisku.


Po takim posiłku można ruszyć na porządne eksplorowanie okolicy!
Zaczęliśmy od ruin zamku, do których włamaliśmy się przypadkowo, dostając się tam dosłownie od strony morza. Rozwiązanie to nie należało do najbardziej suchych, aczkolwiek nieświadomie uniknęliśmy opłaty wejściowej za zwiedzanie. Tak samo jak nas zdziwił widok bramek u ‘wyjścia’, na skonsternowanych wyglądali również bramkarze, widząc dwójkę ludzi wracających z nikąd, gdyż nikt nie widział ich, jak wchodzą...


Dawno, dawno temu...
Kontynuowaliśmy wycieczkę okolicoznawczą w sadzie cytrusowym po drugiej stronie ulicy, gdzie pomarańcze znów nie były jadalne, za to znaleźliśmy niesamowite mini jaskinie, idealne jako squaty (gdybyśmy nie spali w hotelu...rzecz jasna).

Po południu spotkaliśmy się z Supim, który zabrał nas do Piekła i Nieba. Od zawsze serce me było bliżej piekła... i tym razem nic się nie zmieniło – droga do nieba wiodła przez ponad 400 schodów w dół...po których trzeba było się wspiąć spowrotem, co bardzo szybko dowiodło jak słabą kondycją dysponuję...Same jaskinie jednak zdecydowanie warte były wysiłku!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz