czwartek, 17 maja 2012

Nie chwal noclegu przed porankiem



Dojechaliśmy z naszymi kierowcami do głównej siedziby firmy przewozowej. Zostaliśmy zaproszeni do środka budynku znajdującego się przy garażach, bądź magazynach. Było tam dość zimno, gdyż spore pomieszczenie ogrzewane było małym piecykiem elektrycznym, mianowicie trudno jest napotkać zainstalowane na stałe ogrzewanie na południu Turcji, gdyż wychodzi się z założenia, że na dwa zimne miesiące zakładanie takowego nikomu się nie opłaca. Lepiej więc marznąć.
Zostaliśmy jednak od razy poczęstowani turecką herbatą, odwdzięczając się Kekiem. W biurze oprócz biurka i kanapy znajdowało się również łóżko. Szybko zlokalizowaliśmy miejsce, gdzie moglibyśmy przetrwać noc. Oboje obstawiliśmy kanapę.
Chris w dalszym ciągu prowadził konwersacje, dość wyluzowany faktem, że przypadkowo trafiła nam się niezła miejscówka na noc. Ja byłam mniej zrelaksowana, może głównie dlatego, że pomimo umiejscowienia się blisko grzejnika -  trzęsłam się z zimna potwornie.
Jak już wspominałam – facet bardzo przydaje się kobiecie na takim tripie, aczkolwiek i kobieta nie jest bezużyteczna, mianowicie większość przedstawicielek płci pięknej posiada cechę zwaną intuicją. I ta też, do dziś niezbyt rzetelnie precyzowana przez wszelakie słowniki daje kobiecie poczucia różnorakie, których sama wytłumaczyć nie jest w stanie. I w tym przypadku moja intuicja kazała mi siedzieć jak na szpilkach, co w praktyce, jak się okazało, było dość uzasadnione, ponieważ kiedy tylko Chris zniknął z pokoju na chwil kilka, zostałam postawiona przed propozycją spędzenia upojnej nocy z naszym hostem. Pamiętam, że Chris w poprzednich rozmowach wspominał o naszym narzeczeństwie, aczkolwiek brak pierścionka na moim palcu chyba nie był bardzo przekonywający. Miałam nadzieję, że temat rozpłynie się w powietrzu, kiedy Chris wróci do pokoju, niełatwo jest jednak stawić czoła determinacji pewnych jednostek, nie do końca człowieczych. Trudno, odmówiłam ja, może Chris nie odmówi i wypożyczy koleżankę na noc. Wypożyczyć jednak nie chciał, co równało się z tym, że momentalnie polecono nam udanie się do hotelu w Adanie. Podziękowaliśmy ładnie za herbatkę, zebraliśmy swoje manatki i opuściliśmy tirowe włości, nie bez ulgi z mojej strony.

W pewnym momencie więc znaleźliśmy się pośrodku niczego, 20 km od jakiejkolwiek cywilizacji, bez miejsca do spania, nie znając języka na tyle, żeby komukolwiek nawet wytłumaczyć sytuację.
Nie pozostawało nam nic innego, jak iść przed siebie. Mijając jakieś place budowy i opuszczone budynki patrzyliśmy po sobie, myśląc, czy nie dałoby się wykorzystać ich jako dorannych noclegów. Wszystkie niestety były ogrodzone i strzeżone przez, z pewnością bardzo przyjazne köpeki (tr. pies). Na postawione przeze mnie pytanie: „co teraz?” otrzymałam odpowiedź: „dojdziemy do stacji, a później zobaczymy”. Wiedząc, że mam do czynienia z pełnowartościowym facetem, który w najtrudniejszej sytuacji potrafi odnaleźć jakieś szanse, przytaknęłam jedynie i wróciłam do swobodnego trzęsienia się z zimna. Po kilkuset metrach doszliśmy do stacji benzynowej. Niedługo trwało, aż Chris wdał się w konwersację ze stróżem nocnym, w której wyrażał spore chęci dostania się do hotelu w oddalonej o 20 km Adanie i jednoznaczny zawód faktem, że o 12 w nocy niemożliwym jest złapanie jakiegokolwiek autobusu! Przesympatyczny Pan przeszukiwał już swój portfel, by znaleźć  wizytówkę z numerem na taksówkę, która mogłaby zabrać nas do upragnionego hotelu, na szczęście dla naszych portfeli takowej nie znalazł. Wyraziwszy po raz kolejny swój zawód Chris, stwierdził z niemałym zrezygnowaniem, że w tej sytuacji ‘przejdziemy się’ do Adany.
- Na nogach? 20 km o północy?! Buyrun (tr. zapraszam).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz