czwartek, 17 maja 2012

Wszyscy kłamią, czyli jak mapa oszukała fascynata topografii

Wszyscy kłamią, czyli jak mapa oszukała fascynata topografii

Po półdniowym zwiedzaniu Mersinu, zachwycie nad morzem i skonsumowaniu kebabu warzywnego nad dotychczas niezidentyfikowanym basenem nastał czas na zbieranie się w kierunku Kizkalesi, gdzie czekało na nas prawdziwe łóżko, może nawet i kawałek prysznica! Według wcześniejszych obliczeń Chrisa wystarczyło ustawić się przy nadmorskiej drodze, co też uczyniliśmy. Po kilku minutach stania jednak Chrisa teoria została obalona przez dwóch życzliwych Turków, którzy po niemiecku dali nam do zrozumienia, że tutaj stop keine chanse, więc zaprowadzą nas w bardziej dogodny punkt. Krzychu absolutnie nie zapałał do nowych przewodników zaufaniem, ale machinalnie dotrzymywał im kroku, wściekając coś pod nosem po polsku i odburkując co jakiś czas jakieś niezrozumiałe dla mnie frazy mieszanką niemiecko-tureką. Po kilkuset metrach dał jednak upust swym emocjom (jeśli można uznać, że takowe posiada) i z poczuciem bycia oszukanym – pozbył się grzecznie dwóch pomocnych panów. Był również niemało skonfundowany tym, co pokazywała mapa, gdyż według wszystkich pytanych osób nasze kolejne miejsce docelowe miało znajdować się o 60 km od Mersinu, na mapie jednak przedstawiało się to na co najmniej 100 km. Zweryfikował więc swoje przemyślenia w kafejce internetowej przy pomocy google map, po czym ruszyliśmy dalej na poszukiwanie wylotówki.
Początkowo mielismy podróżować jedynie na stopa, los chciał jednak, że do Kizkalesi burżujsko jechaliśmy okolicznym dolmusem, opuszczając również naszą stację i lądując w oddalonym o kolejne 30 km Silifke...cóż. Łatwo przyszło, łatwo poszło.

Wysiadając z dolmusa w miejscu, o którym marzyliśmy od dnia poprzedniego, stwierdziliśmy zgodnie, że wygląda to, jak jakiś niezaciekawy odpadek większych miast miejscowość tą otaczających. Ktoś w ogóle słyszał o czymś takim jak Kizkalesi?

‘Dzień dobry, my mieliśmy rezerwację’

Couch Surfing w hotelu?
Dlaczego by nie? Tak się złożyło, że w przeuroczej nadmorskiej miejscowości pomiędzy Mersinem a Silifke, nad samą plażą znajduje się hotel, prowadzony przez Szupiego – prawdziwą duszę couchsurfingu, uwielbiającego kontakt z ludźmi, szczególnie obcokrajowcami. Gość ten wychodzi z założenia, że skoro poza sezonem hotel nie jest tak licznie odwiedzany przez turystów, dlaczego nie udostepnić go podróżnikom wałęsającym się po okolicy?
W GOLD HOTEL zostaliśmy przywitani gorącą kawą z mlekiem (bo my, „zagraniczni, to tylko kawę pijemy”) w holu pełnym mężczyzn grających w karty bądź O.K. (gra nieco podobna do bardziej znanego Rubicub). Byłam tam jedyną kobietą, ale nie wywoływało to najmniejszego nawet dyskomfortu ;-) W zasadzie i ja i Krzychu prześliśmy wśród tych tłumów bez większego echa.
Dostaliśmy pokój na drugim piętrze. Dwa łóżka, czysta pościel, koce, lodówka ze studencką zawartością, klimatyzacja! (którą od razu przeprogramowaliśmy na super grzanie) i wypasiona, osobista łazienka! All for free!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz